Translate

niedziela, 26 maja 2013

Relacja Gdańsk-Lublin-Gdańsk (część II)


Na lotnisku w Świdniku pada tak mocno, że byłem zmuszony przebiec do terminala. Nie chodziło tu o zmoknięcie, ale o aparat – nie chciałem go zalać. Terminal miejscami nadal pachnie nowością. Wygląda bardzo ładnie, nawet w deszczu i przy szarym niebie, ale już w środku konstrukcja wygląda nieco jak pusta hala w Auchanie. Rozplanowanie przestrzenne terminala zrobione z głową, wszystko na jednym poziomie, ale jest dużo miejsca. Biel nadaje budynkowi lekkości. Dla osoby takiej jak ja – mającej bzika na punkcie lotnictwa jest to niesamowite uczucie móc skorzystać z najmłodszego portu lotniczego w kraju. Otwarty zaledwie pół roku wcześniej terminal wraz z portem stanowi niesamowite miejsce i wielką szansę dla regionu.

Gdy grupa 49 osób zebrała się głos zabrał dyrektor promocji Lubelszczyzny, który wytłumaczył nam krótko jak wygląda plan dnia. Najpierw przejazd dwoma autobusami do centrum Lublina, na Plac Zamkowy, skąd przejdziemy do ratusza na konferencję poświęconą promocji regionu, następnie czeka nas powrót na lotnisko, poczęstunek, odprawa i wylot. Całość w cztery godziny. Wsiadamy do pierwszego autobusu i siadamy z tyłu. Przed nami stoi między innymi rzecznik Portu Lotniczego Gdańsk pan Michał Dargacz. Autobus rusza, za nim drugi. Wyjeżdżamy z parkingu i terminal ginie za drzewami.
Jadąc do Lublina z lotniska trzeba przejechać przez Świdnik. To dość specyficzne miasto. Tutaj zamiast krasnali w ogrodach stoją helikoptery z pobliskich zakładów. Ronda też są ozdobione śmigłowcami. Trzeba będzie kiedyś tam pojechać i na spokojnie wyszukać właśnie takich lotniczych akcentów w Świdniku.
Po chwili jesteśmy w Lublinie. Objeżdżamy centrum dookoła i wjeżdżamy na Plac Zamkowy. Deszcz nieco się uspokoił, ale nadal pada. Mimo tego to miasto mnie urzeka. Chodzi stereotyp, że to Polska wschodnia, czyli wieś i tu nic nie ma. Błąd! W Lublinie jest więcej ciekawych rzeczy niż w naszej stolicy. Starówka jest wręcz czarująca. Zadbane i czyste budynki górujące nad resztą miasta, kościoły, bramy... Lublin jest naprawdę piękny! Idąc w strugach deszczu po mokrym bruku człowiek cały czas się zachwyca tym urokliwym miastem. Niestety spacer był krótki i już po 5-10 minutach jesteśmy pod ratuszem. Budynek również wygląda bardzo osobliwie i jest miły dla oka. Wchodzimy na drugie piętro i dalej kierujemy się do sali w której ma się odbyć konferencja. Wszystko jest już gotowe. Mamy chwilkę na przygotowanie się i możemy ruszać.
Sama konferencja nie była długa, natomiast była na temat – nie było mozolnych i długich prezentacji, mówienia o niczym i chwalenia się jacy my jesteśmy fajni. Dokładnie taką konferencję jaką zorganizowano w Lublinie powinno się na całym świecie traktować jako wzór. Dziennikarze nie lubią wodolania i o to właśnie zadbali organizatorzy. Po wystąpieniach oficjeli, wśród nich dyrektora marketingu w Eurolot i prezydenta Lublina pokazano filmik promocyjny regionu z zawartymi w nim ważnymi i godnymi uwagi miejscami i imprezami w regionie.
Na koniec konferencji przyszedł czas na wywiady. Spełniając swój nie tylko portalowy, ale też radiowy obowiązek biorę dyktafon i załatwiam rozmowy z rzecznikiem Portu Lotniczego Gdańsk i z dyrektorem marketingu w Eurolot. Materiały radiowe pojawią się niebawem na blogu. Swoją drogą to od pół roku chyba w trójmiejskiej Esce nie ma lotniczych materiałów z innego źródła niż ja...
Po wyjściu z konferencji spotykam osobę, dzięki której tak naprawdę zjawiłem się w Lublinie – Anna Kosicka z Urzędu Marszałkowskiego województwa Lubelskiego. Porozmawialiśmy trochę i dostałem na koniec zaproszenie do Aeroklubu Lubelskiego na loty balonowe. Bardzo miła propozycja i na pewno skorzystam ;)
Wracamy do autobusów około 14:30 i jedziemy z powrotem na lotnisko. Tam już czeka catering. Elegancko podane przekąski takie jak koreczki rybne zdecydowanie były tym, czego oczekiwali zebrani. Przed jedzeniem stanąłem do odprawy żeby odebrać bilet i już nie musieć się o niego martwić. Przed odprawą bezpieczeństwa mieliśmy jeszcze chwilę na fotografowanie lotniska.
Końcowa stacja szynobusu na lotnisku Lublin-Świdnik
Po raz pierwszy miałem osobistą na kontroli bezpieczeństwa. Zapomniałem zdjąć wisiorka z metalowymi elementami no i bramka po prostu zawyła. Jak człowiek jest obładowany prezentami to potem takie kwiatki wychodzą ;) Z hali odlotów mamy piękny widok na płytę postojową. Jedynym samolotem na lotnisku jest właśnie nasz SP-LFE. Mimo tego, że nadeszła 16:00 – planowana godzina odlotu - to nadal nie zostajemy wpuszczeni na płytę. Dlaczego? Bo czekamy na pokaz pożegnalny. Z fabryki Augusta Wesland przyleciał śmigłowiec SW 4 SP-SWN. Mimo deszczu wykonał kilka niskich przelotów. Udało mi się też zrobić kilka ładnych zdjęć, które znajdziecie tutaj wraz z cała galerią z lotu.
Tym razem lecę w kabinie pasażerskiej w rzędzie 11, miejsce C, czyli nieco za silnikiem. Stewardessa na wejściu pyta, czy znowu lecę w kokpicie, tym razem jednak przeczę i tłumaczę, że chcę też zobaczyć jak się lata z pasażerami. Zajmujemy miejsca i pierwsze co robię po wpakowaniu tony gadżetów do szafki jest sprawdzenie czy jeszcze pamiętam zasadę działania pasów bezpieczeństwa. Pamiętam, czyli teraz poczytam sobie instrukcję bezpieczeństwa, też zresztą chodzi o własną satysfakcję, a nie o procedurę wodowania. Stewardessa wita nas na pokładzie (tu dziennikarze poprosili o dubla) i zapoznaje nas z instrukcją bezpieczeństwa. Silniki ruszają, drzwi zamknięte, ATR cofa się spod terminala i zaczyna kołowanie do startu. Klapy w pozycji 15, zawracamy na końcu pasa 25 i ruszamy.
Po dosłownie pół minucie od oderwania się od pasa wlatujemy w chmurę. Wszyscy się rozprężają a kilka minut później zaczyna się serwis pokładowy. Dostajemy sałatkę śródziemnomorską i napoje. Umówiliśmy się ze stewardem Marcinem na rozmowę do radia, ale ledwo skończył serwis a już zaczęliśmy zniżanie. Lot trwał około godzinę, więc nie daliśmy rady nagrać rozmowy. Szkoda, ale i tak zebraliśmy bardzo dobry materiał, więc mogliśmy spokojnie zrobić kilka materiałów radiowych.
Wychodzimy z chmur nieco na północ od Tczewa. Po prawej Wisła i Żuławy, po lewej lotnisko w Pruszczu. Wreszcie udało się usiąść z właściwej strony samolotu! Lądując w Gdańsku na pasie 29 po prawej stronie widać starówkę, bardzo blisko i wyraźnie! Aparat w dłoń i fotografujemy :D
Gdańsk z góry zawsze pięknie się prezentował i sądzę, że zawsze będzie wyglądał niesamowicie z powietrza.
Lecimy najpierw koło rafinerii, potem na południe od starówki, nad Moreną, Trójmiejskim Parkiem Krajobrazowym witającym nas soczystą zielenią i w końcu jesteśmy nad Obwodnicą Trójmiasta. ATR 72 wlatuje nad światła podejścia do pasa 29 i kilka sekund później ląduje.
Zjeżdżamy starą drogą kołowania prost przed terminal T1 i dalej na tradycyjne już miejsce Eurolotu, czyli na miejsce postojowe na środku płyty przed T2. Obok nas stoi Bombardier Q400 Eurolotu. Chyba SP-EQC, nie przyglądałem się registracji. Wsiadamy do busa, który wiezie nas do terminalu T1 i tam kończymy podróż. Idąc na parking w towarzystwie nowo poznanego dziennikarza i twórcy reklam Marka Cabaja spoglądam jeszcze z zadowoleniem na startującego Q400 Eurolot i rozmyślam o całym dzisiejszym dniu, który z całą pewnością mogę dodać do udanych...
No i na koniec zabawki , czyli moja najfajniejsza pamiątka lotnicza ;)

1 komentarz: